Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sleek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sleek. Pokaż wszystkie posty
Kolejna Sleekowa miłość - pomadki Sleek

11:25

Kolejna Sleekowa miłość - pomadki Sleek

Czaiłam się. Bardzo. Bałam się, że jakość będzie taka sobie. Że jak jest niedrogo to będzie na raz i do wyrzucenia. I nie miałam racji, produkt jest - jak w 90% przypadków kosmetyków Sleek - genialny.

Mowa o pomadkach w paletce. Kupić je można TUTAJ, kosztują tylko 35pln i są też w bardziej praktycznych/codziennych zestawieniach kolorystycznych.



Obok pomadek mamy eyeliner czarny, też sleek, ale jeszcze go nie testowałam, więc nic nie mogę o nim powiedzieć. Pomadki kupiłam dla tego obłędnego fioletu. I od razu nałożyłam go na usta (wycieniowałam lekko jasnym różem w stronę środka ust). Jest BOSKI, idealny do sesji zdjęciowych (no bo niestety nie na co dzień, wygląda się w nim trochę jak zombie :)). 


Sleek - Pout paint

16:18

Sleek - Pout paint

Jakiś czas temu zainteresowałam się innymi kosmetykami Sleek niż te, które już posiadam lub posiadałam. Z palet cieni jest bardzo zadowolona. Kredka (mam czarną) mnie rozczarowała - bo niestety mnie uczula. Rozświetlacze to był sam brokat i gdyby nie to, że dostałam je jako gratis do zamówienia to bardzo żałowałabym wywalonych w błoto pieniędzy. 
Teraz skusiłam się na pomadki w tubkach vel pout painty. 

Po pierwsze zainteresował mnie sam wynalazek - nie maluję ust, używam pomadek tylko na klientkach, więc staram się mieć dobre, hipoalergiczne produkty w pełnej gamie kolorów, ale raczej nie gonię za nowinkami jeśli nie są to nowinki pt. super-długo-wytrzymujący-nie-ścierający-się-i-świetnie-napigmentowany-produkt. No i właśnie sleekowe pout painty miały takie zachęcające do kupienia recenzje. 

Skusiłam się na dwa kolory (standardowo - w sklepie Ladymakeup):
157 - Pin Up - piękną, soczystą czerwień, moim zdaniem bardziej idącą w stronę maliny niż pomidora, ale na zdjęciach wychodzi mi różnie - w zależności od oświetlenia. 
162 - Milkshake - kolor wygląda trochę właśnie jak szejk z malinami albo z truskawkami i mlekiem. Jest słabiej napigmentowany niż czerwień, ale też piękny, myślę, że sprawdzi się na delikatnych blondynkach.



Produkt można wklepać palcem (i dobrze mieć pod ręką łazienkę i mydło, bo chusteczką taka czerwień na przykład nie da się zetrzeć :)) i wtedy mamy delikatną i naturalną zmianę koloru ust, a można też nałożyć go pędzelkiem i wtedy mamy efekt prawie sesyjny. Mam wręcz wrażenie, że czerwony pout paint wygląda na ustach trochę tak, jakbym sobie dorysowała kolor w paincie. I podoba mi się ten efekt. 
Na początek - moje usta bez niczego na nich - tak dla porównania z następnymi zdjęciami:


Różowy - mam wrażenie, że kolor 162 Milkshake jest ciut cieplejszy na żywo niż na tym zdjęciu


A teraz najfajniejsze co można robić z tymi pomadkami - można je mieszać. Górną wargę zostawiłam taką jak na zdjęciu wyżej, a do dolnej dodałam czerwieni z 157 Pin Up.


A tu widać jak zabawnie maluje się usta czerwonym sleekiem - troszkę jak nakładanie farby :)

Efekt końcowy 157 Pin Up

I nawet się trochę uśmiechnęłam :) 


Co do trwałości - te konkretne pomadki się zjada i to niestety w tym przypadku - nierównomiernie. Co oznacza, że na sesję czy dla samej siebie mogą być one dobrym pomysłem, ale już na ślub - nie bardzo. Wtedy lepiej wybrać coś, co schodzi bardziej naturalnie i nie stworzy nam efektu "mam konturówkę ale zapomniałam o pomadce". Ewentualnie można pout paint potraktować jako bazę pod pomadkę i nałożyć na nią inny produkt. Ale jeszcze nie testowałam różnych sposobów przedłużania jej trwałości i nie sprawdzałam jak "się zjada" z utrwalaczem.

Na pewno kupię kolejne kolory z tych serii, już sam fakt, że te pomadki można tak łatwo mieszać sprawia, że chcę je mieć chociażby do sesji. 

I może sama się przekonam do malowania ust :)






Sleek - palety The Original i Monaco

23:50

Sleek - palety The Original i Monaco

Sleek jest kolejną po Inglocie marką, na którą niektóre wizażystki kręcą nosem. I mają na co kręcić, bo cienie jednak nie są jakoś szalenie wytrzymałe, są bardzo, ale to bardzo nierówne, a i ich konsystencja (a tym samym jakość nakładania czy osypywanie się) czasem pozostawia wiele do życzenia. Najmniej wad mają cienie połyskujące, najtrudniej znaleźć w paletach Sleek dobre cienie matowe. 

Palety mają przeogromną zaletę w postaci ceny - kosztują około 30pln. To niewielka cena za 12 cieni, jednak warto wcześniej sprawdzić w internecie opinie innych użytkowniczek, bo tak jak pisałam - cienie są nierówne. I za 30pln można mieć świetną paletę, w której 90% zawartości to będą cienie dobre jakościowo, świetnie napigmentowane i przyjemne w aplikacji, a możemy trafić na paletę pełną słabych matów (tu też nie ma reguły, bo niektóre maty sleeka bywają dobre). 
Warto te paletki mieć dla samej siebie, ewentualnie do sesji zdjęciowych. Nie polecam ich do ślubów i innych makijaży wieczorowych, ze względu na ich niezbyt imponującą trwałość. Na odpowiedniej bazie oczywiście cienie wytrzymają nam ciut dłużej, ale jednak nie ryzykowałabym nakładania sobie niepewnego cienia w ważnym dla nas dniu.

Ja mam dwie palety - The Original i Monaco. Miałam jeszcze Sunset, ale oddałam koleżance (to też bardzo dobra paleta, jednak akurat wtedy nie korzystałam z niej zbyt często, a do koleżanki pasowała idealnie). 

Poniżej mamy paletę The Original. To była moja pierwsza paleta firmy Sleek. Jestem z niej bardzo zadowolona, właściwie słabe są tylko kolory po lewej stronie (czarny i połyskujący jasno żółty), cała reszta jest świetna, co widać na zdjęciu swatchy w powiększeniu. 



A tu już niżej paleta Monaco. Ją dostałam razem z wkładką z nazwami cieni - miła zmiana. Kupiłam ją ze względu na matowe turkusy z lewej strony, a standardowo najbardziej zadowolona jestem z połyskujących cieni (mimo że turkusy wcale nie są słabe) i ciemno cielistego cienia na dole. Najsłabsze są dwa cienie po prawo u góry, a szkoda, bo ta fuksja wyjątkowo mi się podoba i byłoby miło jakby miała chociaż trochę lepszą pigmentację. 



Miałyście do czynienia z cieniami Sleek? Jesteście zadowolone czy raczej rozczarowane? 


Copyright © Delfina Kardaś-Kotlicka , Blogger