sobota, 14 lipca 2012

Inglot - zakupy

Moje silne postanowienia, żeby nie kupować już cieni w Inglocie - zwykle stają się znaczniej mniej silnymi postanowieniami gdy już do tego Inglota wejdę. Tak było i tym razem. Ze sklepu wyszłam z pustą paletką magnetyczną i pięcioma nowymi cieniami. (Czy pisałam już, że nie cierpię oświetlenia w sklepach Inglot? Kupuję zupełnie inne kolory niż oglądam po wyjściu ze sklepu.)


Swatche zrobiłam już po przeorganizowaniu cieni nowych i starych, dlatego cienie na ręce są w ciut innym układzie niż na zdjęciu wyżej: 



Moje stare paletki po przeorganizowaniu powoli zaczynają mi się podobać, niestety w mojej głowie pojawiła się już wizja jeszcze jednej małej paletki magnetycznej i paru absolutnie niezbędnych kolorów do kompletu (no bo jak to wygląda bez śliwkowych fioletów, miedzi, pomarańczy, żółci, wściekłych róży? :D ).



A co makijażystka kupuje poza cieniami do powiek? Mam bardzo spójne zainteresowania :> . Dziś wróciłam do domu z hantelkami i biografią poetki. 


Kot nie był kupiony dziś, kot jest domownikiem :). 




PS. Patrzę na kolorystykę palety MAP z poprzedniego wpisu i na kolorystykę cieni Inglota i paleta MAP wydaje mi się być po prostu smutna. 



13 komentarze:

ania pisze...

to nie MAP jest smutny, tylko Inglot wesoły ;)

Luna pisze...

Mniam! Jaka ładna kolekcja, widzę że mam wiele takich samych kolorków :) Ahh ten Inglot jest zabójczy :P I fakt oświetlenie w sklepach tych jest przekoszmarne..

K. pisze...

to prawda, oświetlenie jest fatalne. w sklepie kupuje jeden kolor, w domu mam juz inny, eh...

Delfina Kardaś-Kotlicka pisze...

może masz rację. No i niby pastele MAP są wesołe, ale to ledwo parę cieni :(

Delfina Kardaś-Kotlicka pisze...

dla nas przekoszmarne, a im się pewnie cienie lepiej sprzedają (bo nie da się ukryć, że cienie w sklepie wyglądają po prostu dużo ładniej).

Delfina Kardaś-Kotlicka pisze...

ja to aż wczoraj sprawdziłam od razu po wyjściu z Inglota zakładając, że może to światło dzienne mi tak przekłamuje kolor cieni, a po prostu w centrum handlowym są specyficzne lampy. No więc nie, w centrum handlowym są zupełnie normalne lampy, za to w Inglocie coś mocno przekombinowali, żeby ich cienie wyglądały jeszcze lepiej niż w rzeczywistości. Trochę szkoda, bo jednak wolałabym wiedzieć dokładnie co kupuję.

Cayenne pisze...

kiiiciuś!!! ^^ słodziaczek.

a cienie - spodobał mi się 68 AMC :> ja ostatnio zaopatrzyłam się w bardziej cieliste kolorki. Wg mnie, cienie Inglot jakoś tak średnio się trzymają powiek, ale te kolory mnie po prostu hipnotyzują, kuszą, i nie jestem w stanie się im oprzeć :) Jaką bazę mogłabyś polecić specjalnie pod nie? Lumene jest ciut za delikatna, słabo je scala, a ArtDeco sztucznie podbija ich strukturę. Masz może jakąś alternatywę wartą uwagi?

Cayenne pisze...

zgadzam się - i przyznam, że irytuje mnie ten fakt. Muszę zawsze ponakładać tych cieni na dłoń i wyjść poza sklep, żeby lepiej zbadać kolorek ;)

Delfina Kardaś-Kotlicka pisze...

http://delfinakardas.blogspot.com/2012/06/urban-decay-eyeshadow-primer-potion.html to coś, najlepsza baza z jaką pracowałam. Całkiem nieźle sprawdza się też nakładanie dowolnych cieni na kamuflaże kryolanu, ale to już jednak jest większe obciążenie dla powieki i bez potrzeby nie ma co się w to bawić :)

Amantes Amentes Blog pisze...

Szymborska przepadała za Gołotą. Myślę, że machanie hantelką też by zaaprobowała ;-)

Farizah pisze...

Ja lubie Inglota- fakt sa lepsze cienie ale te sa na prawde w porzadku, niektóre. Za to swiatlo w inglocie na prawde denerwuje. Ja najczesciej kupuje u nich róże prasowane które uwielbiam:)

elle pisze...

Kot będzie sie hantelkował ;-) Znaczy dba o formę zwierzak ;-)

karminowe.usta pisze...

Inglot uzależnia. Też wiecznie wychodzę stamtąd z nowymi cieniami. Dzisiaj weszłam tylko na chwilę, chciałam zapytać się o to, czy przyszła już moja mięta, a wyszłam ze srebrnym cieniem:P

Prześlij komentarz