23:50

Sleek - palety The Original i Monaco

Sleek - palety The Original i Monaco

23:50

Sleek - palety The Original i Monaco

Sleek jest kolejną po Inglocie marką, na którą niektóre wizażystki kręcą nosem. I mają na co kręcić, bo cienie jednak nie są jakoś szalenie wytrzymałe, są bardzo, ale to bardzo nierówne, a i ich konsystencja (a tym samym jakość nakładania czy osypywanie się) czasem pozostawia wiele do życzenia. Najmniej wad mają cienie połyskujące, najtrudniej znaleźć w paletach Sleek dobre cienie matowe. 

Palety mają przeogromną zaletę w postaci ceny - kosztują około 30pln. To niewielka cena za 12 cieni, jednak warto wcześniej sprawdzić w internecie opinie innych użytkowniczek, bo tak jak pisałam - cienie są nierówne. I za 30pln można mieć świetną paletę, w której 90% zawartości to będą cienie dobre jakościowo, świetnie napigmentowane i przyjemne w aplikacji, a możemy trafić na paletę pełną słabych matów (tu też nie ma reguły, bo niektóre maty sleeka bywają dobre). 
Warto te paletki mieć dla samej siebie, ewentualnie do sesji zdjęciowych. Nie polecam ich do ślubów i innych makijaży wieczorowych, ze względu na ich niezbyt imponującą trwałość. Na odpowiedniej bazie oczywiście cienie wytrzymają nam ciut dłużej, ale jednak nie ryzykowałabym nakładania sobie niepewnego cienia w ważnym dla nas dniu.

Ja mam dwie palety - The Original i Monaco. Miałam jeszcze Sunset, ale oddałam koleżance (to też bardzo dobra paleta, jednak akurat wtedy nie korzystałam z niej zbyt często, a do koleżanki pasowała idealnie). 

Poniżej mamy paletę The Original. To była moja pierwsza paleta firmy Sleek. Jestem z niej bardzo zadowolona, właściwie słabe są tylko kolory po lewej stronie (czarny i połyskujący jasno żółty), cała reszta jest świetna, co widać na zdjęciu swatchy w powiększeniu. 



A tu już niżej paleta Monaco. Ją dostałam razem z wkładką z nazwami cieni - miła zmiana. Kupiłam ją ze względu na matowe turkusy z lewej strony, a standardowo najbardziej zadowolona jestem z połyskujących cieni (mimo że turkusy wcale nie są słabe) i ciemno cielistego cienia na dole. Najsłabsze są dwa cienie po prawo u góry, a szkoda, bo ta fuksja wyjątkowo mi się podoba i byłoby miło jakby miała chociaż trochę lepszą pigmentację. 



Miałyście do czynienia z cieniami Sleek? Jesteście zadowolone czy raczej rozczarowane? 


Inglot - zakupy

Inglot - zakupy

23:04

Inglot - zakupy

Moje silne postanowienia, żeby nie kupować już cieni w Inglocie - zwykle stają się znaczniej mniej silnymi postanowieniami gdy już do tego Inglota wejdę. Tak było i tym razem. Ze sklepu wyszłam z pustą paletką magnetyczną i pięcioma nowymi cieniami. (Czy pisałam już, że nie cierpię oświetlenia w sklepach Inglot? Kupuję zupełnie inne kolory niż oglądam po wyjściu ze sklepu.)


Swatche zrobiłam już po przeorganizowaniu cieni nowych i starych, dlatego cienie na ręce są w ciut innym układzie niż na zdjęciu wyżej: 



Moje stare paletki po przeorganizowaniu powoli zaczynają mi się podobać, niestety w mojej głowie pojawiła się już wizja jeszcze jednej małej paletki magnetycznej i paru absolutnie niezbędnych kolorów do kompletu (no bo jak to wygląda bez śliwkowych fioletów, miedzi, pomarańczy, żółci, wściekłych róży? :D ).



A co makijażystka kupuje poza cieniami do powiek? Mam bardzo spójne zainteresowania :> . Dziś wróciłam do domu z hantelkami i biografią poetki. 


Kot nie był kupiony dziś, kot jest domownikiem :). 




PS. Patrzę na kolorystykę palety MAP z poprzedniego wpisu i na kolorystykę cieni Inglota i paleta MAP wydaje mi się być po prostu smutna. 



Make-up Atelier Paris dia 26 - swatche

Make-up Atelier Paris dia 26 - swatche

21:58

Make-up Atelier Paris dia 26 - swatche

Jako dodatek do mojej notki o  palecie małych cieni Make-up Atelier Paris  chciałabym dziś zaprezentować swatche tych cieni. 
Czy cienie są świetne? W większości tak. Są jednak też nierówne i jest parę cieni słabych (z sypiącym się brokatem, osypujących się, słabo napigmentowanych - to ostatnie widać na zdjęciach swatchy bardzo dobrze). Ale jednocześnie te cienie i cienie artystyczne są najlepszymi jakościowo cieniami z jakimi miałam do czynienia. Wytrzymują wiele godzin, ładnie się cieniują, można pięknie stopniować ich intensywność na oku. 
Właściwie mam tylko jedno naprawdę duże "ale" do tych cieni - dlaczego ich kolorystyka jest tak uboga? Mamy dostępnych w sklepach z produktami MAP niewiele ponad 20 paletek, każda z nich ma 5 cieni, niektóre cienie się powtarzają. I to wszystko. Nie spotkałam się z wersjami limitowanymi, sezonowymi, brakuje mi tego. Brakuje mi modnych odcieni, które pojawiają się w innych firmach. Dużo kolorów wygląda uderzająco podobnie do siebie na powiece, mam w palecie cienie, które na pierwszy rzut oka są zupełnie inne - a na oku naprawdę trudno je od siebie odróżnić. Brakuje mi jakieś wyrazistości, jakiegoś szaleństwa. 
To oczywiście świetne, że można skompletować sobie zestaw naprawdę bazowych cieni niezbędnych do makijaży codziennych, wieczorowych czy ślubnych - ale to jest baza, a ja bym chciała dostać coś więcej. 

Cienie, które już wcześniej kilka razy prezentowałam, w palecie glam box wyglądają tak:


Numery poszczególnych cieni: 






Swatche (na skórze nie ma bazy do cieni, za to była wcześniej posmarowana kremem): 



15:22

Inglot - swatche

Inglot - swatche

15:22

Inglot - swatche

Poproszono mnie o swatche cieni inglot, spełniam więc życzenie :).


Dwa górne rzędy:

Pierwszy cień jest kremowy, a nie biały, reszta na zdjęciu wygląda dokładnie tak jak w rzeczywistości. No, może ten jasny perłowy zielony jest na żywo trochę ładniejszy. 

I dwa dolne rzędy z palety:

Fiolet i granat z górnego rzędu są mocno połyskujące, przez co trudno złapać ich kolor (na zdjęciach swatchy wychodzą przez odbijanie światła jaśniejsze niż są w rzeczywistości). 

Paletka rozświetlaczy pod brwi z jednym radosnym brązem:



Korzystam głównie z cienia środkowego (piękny cielisty ale połyskujący kolor, niestety bardzo kryjący, można nim sobie ślicznie przykryć położone już wcześniej kolory :() i z cienia pierwszego od prawej. 



Tutaj sytuacja była taka jak w przypadku granatu i fioletu wyżej - cień na tyle mocno połyskuje, że na zdjęciach wychodzi jaśniejszy i mniej intensywny niż na żywo.  Matowe cienie są jednak zdecydowanie łatwiejsze do fotografowania :).

18:56

płyny micelarne

płyny micelarne

18:56

płyny micelarne

U każdej makijażystki płyn micelarny (czy też inny środek do demakijażu i oczyszczania skóry) znika błyskawicznie. Najskuteczniejsze do demakijażu oka są ponoć mleczka i płyny dwufazowe - obu produktów nie lubię. Mleczek - bo mam szalenie wrażliwe oczy i nie chciałabym komuś zafundować tego co sama przeżywam, gdy uda mi się włożyć sobie trochę mleczka do oka. Płynów dwufazowych nie lubię, bo oko po nich jest zwyczajnie tłuste. Pewnie męczyłabym się z tymi ostatnimi, ale na szczęście powstało coś tak fajnego jak płyny micelarne :). 

Aktualnie zużywam pierwszą butelkę płynu micelarnego Biodermy - Hydrabio H2O, udało mi się kupić dwa opakowania w promocji 2 w cenie 1 w  aptece Cefarm24. Swoją drogą bardzo polecam tę aptekę, mają fajne promocje (kupiłam tam jeszcze kilka rzeczy i ogółem zapłaciłam o połowę mniej niż zapłaciłabym w aptece koło domu, a dostawa jest błyskawiczna). 
Płyn Biodermy ma jedną ogromną zaletę - świetnie nawilża skórę. Co do swojego głównego zadania, czyli demakijażu, płyn zasługuje co najwyżej na trójkę w pięciostopniowej skali oceniania. Podkłady i cienie usuwa naprawdę skutecznie, ale żeby zetrzeć eyeliner czy maskarę - to już się trzeba napracować. Jeśli musimy zmywać jakąś dobrą (niekoniecznie wodoodporną, ale po prostu trwałą) maskarę to trzeba liczyć się z tym, że oko będzie mocno wymęczone i podrażnione - a to już jest problem jeśli na tym samym oku za chwilę trzeba wykonywać makijaż. Tak więc płyn bardzo polecam do ogólnego demakijażu, ale warto mieć jakiś silniejszy specyfik do samego demakijażu oka, tak na wszelki wypadek. 


Równolegle z micelem Biodermy wykańczam płyn micelarny AA Ultra Nawilżanie. Ten płyn dla odmiany jest bardzo skuteczny, ale ani trochę nie nawilża i nie pielęgnuje skóry, po demakijażu ma się wrażenie, że skóra już czeka na jakiś krem czy balsam kojący. Powiedziałabym, że to bardziej tonik do demakijażu. 


Mam wrażenie, że po wykończeniu obu powyższych kosmetyków grzecznie wrócę do mojego ulubionego płynu micelarnego czyli płynu Eveline "Magia Orchidei". On zostawiał uczucie nawilżonej (chociaż też nieco klejącej się) skóry, a jednocześnie pięknie radził sobie z wieloma maskarami i eyelinerami. 


Macie ulubione płyny micelarne? Chętnie sprawdziłabym działanie jakiegoś nowego produktu, najlepiej jakby nawilżał jak płyn Biodermy i zmywał makijaż jak płyny dwufazowe :D. 




22:46

Nikt nie kocha inglota :>

Nikt nie kocha inglota :>

22:46

Nikt nie kocha inglota :>

Mam ostatnio wrażenie takie jak w tytule - że żadna z profesjonalnych makijażystek nie lubi cieni inglot. Nie uważam się za profesjonalistkę, więc chyba mogę zostać przy mojej sympatii dla niektórych produktów tej firmy :>. 

Zasada jest prosta - cienie inglot są nierówne i jak tylko jakieś są słabsze to należy je porozdawać i zostawiać sobie tylko te naprawdę dobre. To wiele ułatwia. Zostawiam sobie cienie świetnie napigmentowane, dobrze blendujące się, przyjemne dla oka. Albo takie, których kolorów nie mam w paletach innych firm. 

Pojawiają się argumenty, że cienie się sypią. Fakt, niektóre się sypią - tak samo sypią się pastele czy artystyczne MAP, po prostu przy świadomości, że coś ma tendencje do osypywania przy aplikacji trzeba albo się zabezpieczyć przed osypywaniem albo nakładać wyjątkowo starannie i ostrożnie. Można też oczywiście kupić nieosypujące się cienie z innych firm, mnie w tej chwili nie stać na ciągłe wymienianie kolorówki. 

Aktualnie odpuściłam sobie kupowanie kolejnych cieni w małych wkładach i planuję skompletować kilka sypkich pigmentów. Niestety to będzie proces troszkę rozłożony w czasie. 

Moja skromna kolekcja cieni Inglot wygląda w tym momencie tak (jedynie czerwony połyskujący cień w dużej palecie nie jest tej firmy):




Aha, _nienawidzę_ palet z zamykaniem magnetycznym, nie wiem kto to wymyślił i co złego było w poprzednich paletach, ale ktoś, kto wypuścił paletki, z których wyjmuje się (niechcący oczywiście) wkłady podczas otwierania - nie był dobrym człowiekiem i bardzo chciał zdenerwować klientów sieci Inglot. 


Co sądzicie o cieniach Inglot? Używacie, lubicie, czy raczej wolicie zainwestować w cienie innych firm? 



Satin Powder Kryolan

Satin Powder Kryolan

21:54

Satin Powder Kryolan

Skusiłam się ostatnio na przeceniony (na 15pln) połyskujący cień Kryolan z serii Satin Powder. 
Kupiłam go w poznańskim sklepie Impre Art http://kryolan.impre-art.com.pl/katalog/id,54,30,cienie-satynowe.html ale widzę, że w sklepie internetowym jest już niedostępny. Można ten produkt dostać u ladymakeup http://www.ladymakeup.pl/sklep/kryolan-cien-satynowy-w-pudrze.html 

Mam odcień SP243, jest to śliczny łososiowy róż połyskujący na złoto. 



Cień stosowany samodzielnie jest bardzo delikatny i zmienia kolor w zależności od padającego na niego światła. Ja najbardziej lubię stosować ten cień na inne cienie - nadaje im ślicznego blasku i rozświetla oko. 


Planuję kupić jeszcze kilka kolorów z tej serii (i mam nadzieję, że uda mi się je dorwać z magicznego wyprzedażowego koszyczka w Impre Art). 




Glamour Glow Kryolan - swatche

Glamour Glow Kryolan - swatche

20:34

Glamour Glow Kryolan - swatche

Obiecałam jakiś czas temu swatche paletki Glamour Glow Kryolan. Oto i one.




Blush mauve jest kolorem, którego właściwie nie widać na skórze, a szkoda. Dodatkowo niestety na zdjęciu kolor glamour tan wyszedł kiepsko - a ja lubię ten kolor, ale tylko na powiece. Glamour tan stosowany na policzkach może niestety dać nam efekt brudnego policzka, jest to taki brudnoszary połyskujący brąz, bardzo ciekawy odcień, co widać na zdjęciach samej palety. 



Blush peach, podobnie jak mój absolutnie ulubiony kolor pale tan, można stosować jako rozświetlacz pod brwi, w kąciku oka czy na policzkach. Na profesjonalnych fotografiach osiąga się wtedy efekt idealnie gładziutkiej, promiennej skóry. 

Jolanta Wagner Face And Body Gel

Jolanta Wagner Face And Body Gel

18:56

Jolanta Wagner Face And Body Gel


Żel do twarzy i ciała Jolanty Wagner kupiłam już jakiś czas temu i będę uczciwa - poza testami w ogóle go nie używam. Produkt daje piękny efekt nabłyszczenia, ale co z tego, skoro nie zastyga i klei się jak najbardziej tandetne kleje w płynie z początku lat '90 (można było z nich zrobić takie fajne siateczki jak się posmarowało nimi dłoń, a potem ściągało zastygnięty klej :D.). 

Z opisu w sklepie, w którym kupiłam ten produkt możemy się dowiedzieć, że: "Świetnie sprawdza się do wszelkich efektów specjalnych (np. sesje fotograficzne) i na wielkie wyjścia. Produkt nałożony na cienie sprawia wrażenie tzw. "mokrej powieki”. Vinyl można również zaaplikować na usta, tworząc efekt tafli wody. Jego struktura nie powoduje sklejania się. W okresie letnim kosmetyk świetnie sprawdzi się również na różne partie ciała. Warto więc zaaplikować go na odsłonięte ramionach czy policzki."

No więc nie, nie i jeszcze raz nie. 

Przede wszystkim rozbawił mnie tekst o strukturze nie powodującej sklejania się. To jest kłamstwo jakich mało, nawet klej do brokatu nie klei tak dobrze jak ten żel. Nie wyobrażam sobie też aplikowania czegoś tak klejącego na ramiona czy policzki - zaraz miałybyśmy na sobie wszelkie latające muszki i paprochy.

Na razie jedyny sposób używania tego produktu, jaki przychodzi mi do głowy, to nabłyszczanie gołej skóry do sesji zdjęciowej. Ale to można zrobić olejkiem do ciała.




Na cienie do powiek się go nie nałoży bez ich starcia, więc jak mówić o jakimkolwiek nabłyszczeniu? A jak już uda się go jakimś cudem nałożyć to powieka ruchoma będzie się przyklejać do reszty powieki przy otwieraniu oka (sprawdzałam, niestety). 
Na pomadkę można równie dobrze nałożyć porządny błyszczyk albo glicerynę (po błyszczyku kryolan albo glicerynie efekt i tak jest o niebo lepszy niż po vinyl żelu, a błyszczyk się przynajmniej nie klei.).

Ogólnie jest to jedna z moich większych pomyłek zakupowych i pewnie zanim mi się do czegokolwiek przyda to już się przeterminuje. Nie warto na niego wydawać tych 49pln. 

Hakuro H50s vs Maestro foundation III

Hakuro H50s vs Maestro foundation III

18:39

Hakuro H50s vs Maestro foundation III

Odkąd mam pędzel Maestro foundation III przestałam zupełnie używać płaskich języczkowych pędzli do nakładania podkładu (przydają się do korektora pod oczy). Efekt uzyskiwany dzięki temu pędzelkowi jest dużo lepszy i naturalniejszy od wszelkich innych metod nakładania podkładu jakie wcześniej stosowałam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że poszukam podobnych pędzli innych firm. Wstępnie już sobie rozpisałam, które pędzle planuję zamawiać w najbliższym czasie, a jako pierwszy kupiłam najtańszy z wybranych modeli - Hakuro H50s

I od razu był to strzał w dziesiątkę. 
Jak widać nawet na zdjęciach - pędzle są bardzo do siebie podobne. Oba pędzle są wykonane z włosia syntetycznego. Oba są prosto ścięte. 
Różni je długość trzonka (maestro jest odrobinę - ok. 1,5cm - dłuższy)  i długość włosia (maestro ma włosie dłuższe o 3-4mm, przez co końcowa powierzchnia do nakładania podkładu też jest większa niż w pędzlu hakuro). Różni je też cena: pędzel maestro kosztuje 43pln, pędzel hakuro - 26pln. 






Na obu pędzlach pracuje się tak samo komfortowo. Są miłe w dotyku i w ten sam sposób rozprowadzają podkłady. Opłaca się oczywiście zwilżyć je wodą termalną przed nakładaniem podkładu płynnego, żeby pędzel aż tak nie pił aplikowanego produktu. 
Zakładałam, że ze względu na mniejsze rozmiary pędzla hakuro będę go stosować tylko do drobnych twarzy czy też wykańczania makijażu w trudno dostępnych miejscach na twarzach (dlatego tez nie kupiłam większych modeli płasko ściętych pędzli z hakuro, czyli H50 czy h51). Pomyliłam się - pędzel da się stosować normalnie do nakładania podkładu na całą twarz i nigdy nie jest to na tyle duża powierzchnia żeby dało się odczuć różnicę między nakładaniem podkładu tym czy większym pędzlem. 

A dla najlepszego krycia skór trądzikowych albo potrądzikowych i tak najbardziej lubię najprostsze gąbeczki :). 

Czym nakładacie podkład? Miałyście już do czynienia z opisywanymi wyżej pędzlami? 

Copyright © Delfina Kardaś-Kotlicka , Blogger